"Yuma" to polski film sensacyjny z 2012 roku, reżyserii Piotra Mularuka. Film jest dzieckiem współpracy polsko-czeskiej, opowiada o popeerelowskich czasach, które zapanowały w Polsce i objawiały się dużą biedą. Zyga (Jakub Gierszał), który ma dość takiego życia w biedzie i niedostatku postanawia rozkręcić "interes" wraz z przyjaciółmi (Jakub Kamieński, Krzysztof Skonieczny, Helena Sujecka) i ciotką (Katarzyna Figura). Na początku "interes" opiera się głównie na markowych ciuchach przywożonych zza zachodniej granicy, ale po jakimś czasie zaczyna chcieć się więcej - apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kiedy Zyga i przyjaciele zaczynają jeździć do Niemiec nie tylko po markowe ciuchy, ale i coś więcej sprawa zaczyna robić się poważna i do akcji wkracza Opat (i tutaj brawurowa rola Tomasza Kota).
Film jest naprawdę dobrą polską produkcją. Większość ludzi uważa polskie filmy za niszowe dzieła, a wcale tak nie jest! Owszem jak spojrzymy na filmy typu "Kac Wawa" i inne komediopodobne polskie filmy to faktycznie nie reprezentujemy najwyższego poziomu, ale takie perełki jak "Yuma", czy "Listy do M.", "Wszystko co kocham", "Uwikłani" (tym filmom na pewno poświęcę notki w niedalekiej przyszłości!) na prawdę są dobre!
"Yuma" jest dobrym kontrastem między popeerelowskimi czasami w Polsce, a Niemczech. Bieda i bogactwo tak ze sobą zestawione dobrze odzwierciedlają klimat. Film nie jest dokładnym odzwierciedleniem historii, ale historię ma w tle. Na samym początku oglądania naszym oczom ukazuje się wikipediowa formułka znaczenia słowa "juma", czyli szabrowanie Niemców. Ekranizacja uświadamia nam jakie były etapy przejściowe tamtych czasów. Jak zmieniała się nie tylko polityka, ale i ludzie. Jak "adaśki" sprzedawane na targu budziły wielką sensację, jak jeżdżenie oldschoolowymi autami z radiami na dachu było codziennością, a na jeansy mogli pozwolić sobie tylko nieliczni. W filmie zostajemy przeprowadzeni przez biedną Polskę, Polskę z mnóstwem kramów, na których znajdowało się przysłowiowe "haś, szkło i byle co" i i tak nie było na nie nikogo stać oraz przez etap chwilowego "bogactwa".
Lata 80. i 90. są przedstawione w idealnie dobranej muzyce, a także można zauważyć dobrą charakteryzację miast co pozwala nam przenieść się w tamte czasy (film kręcono m.in. w Warszawie, Cieszynie, Frankfurcie).
W filmie można zauważyć również kilka błędów takich jak :
- w sklepie kosmetycznym zauważymy współczesne marki, których na pewno nie było po PRL-u,
- w jednym z ujęć widać logo Go-Sportu,
- pociągi mają logo InterRegionu.
Uważam, że każdy polak powinien obejrzeć ten film i nie dość, że dowie się czegoś o historii swego kraju, pozna jego obyczaje, ale i przekona się, że polskie kino nie równa się złe kino!
Dla mnie te prawie 2 godziny nie były straconym czasem i mam nadzieję, że dla Was też nie będą ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz